Jak sprawiłem, że 74 procent Czytelników otwiera moje newslettery

Jak sprawiłem, że 74 procent Czytelników otwiera moje newslettery

Dodano 13 listopada 2018

Codziennie wysyłać newsletter do tych samych osób? Ale o czym można pisać codziennie? Wszyscy będą się wypisywać! Szkoda czasu! Co na tym zyskasz? Takie i inne pytania oraz stwierdzenia pojawiały się w mojej głowie oraz w komentarzach.

Można się poddać... Ale szczerze mówiąc im więcej wątpliwości się pojawiało tym bardziej dążyłem do celu.

I rzeczywiście pierwsze tygodnie były falą negatywnych maili, komentarzy oraz masowego odpływu osób zapisanych na newsletter. Można było się zniechęcić i zrezygnować. Ale znów im więcej tego było tym bardziej robiłem to dalej.

Po co to zrobiłem? Między innymi po to, by pokazać Ci realne wyniki po 3 miesiącach takiego działania. I wcale nie są one ujemne. Wręcz przeciwnie :) Zresztą zapoznaj się z nimi. Mam nadzieję, że dadzą masę wiedzy i inspiracji do takich działań.

Multi-wyzwanie

Jak pewnie wiesz, w ubiegłym roku podjąłem się wyzwania pisania artykułów na bloga, codziennie, przez 90 kolejnych dni.

Od tamtego czasu minął rok. Właśnie wtedy czytałem książkę Granta Cardone pt. „Reguła 10X”.

To po jej lekturze w głowie pojawiła się myśl, że trzeba tamto wyzwanie kontynuować. Stąd pojawiła się myśl o nowym „multi-wyzwaniu” - tak to wtedy nazwałem.

Multi-wyzwanie, bo nie ograniczałem się do jednej formy publikacji (bloga) ale wielu. Były codzienne maile, codzienne wrzutki na Facebooka oraz regularne filmy na YouTubie (który wcześniej bardzo podupadał na tym polu).

Multi-wyzwanie, bo nie ograniczałem się do 90 dni, jak poprzednio. To wyzwanie nie ma limitu czasowego, dlatego będzie trwało nadal.

Szerzej mówię o tym wszystkim w artykule pt. „Reguła 10X, idź na całość i nowe multi-wyzwanie”.

Statystyki multi-wyzwania

Pokażę Ci teraz, jakie są najważniejsze statystyki przeprowadzonego wyzwania. Zacznę od zestawienia sześciu wiele mówiących wskaźników (ale nie najważniejszych).

Po dwukropku podaję liczbę na dzień dzisiejszy, a w nawiasie ten sam parametr, ale 90 dni temu (przed wyzwaniem). Na końcu znajduje się procentowa zmiana tej wartości w ciągu tych 3 miesięcy.

  • Liczba fanów na Facebook: 4401 (3594), zmiana +22%
  • Liczba odbiorców newslettera: 4285 (3425), zmiana +25% (czyli wcale się nie wypisywali!)
  • Liczba subskrybentów na YouTube: 512 (295), zmiana +73%
  • Liczba artykułów na blogu: 172 (157), zmiana +9%
  • Liczba unikalnych użytkowników w minionych 30 dniach: 12336 (14860), zmiana -20%
  • Liczba odsłon bloga w minionych 30 dniach: 29919 (33558), zmiana -12%

 

Są wzrosty ale są też spadki. Skąd się wzięły te drugie? Przyczyn jest przynajmniej kilka.

Po pierwsze codziennie wysyłany mail i publikowany post na FB. W tych mailach i wpisach starałem się umieścić zawsze jakąś wartościową wskazówkę, której nie ma na blogu. Więc samo z siebie było to w pewien sposób wyczerpaniem tematu.

Po drugie większość maili nie zawierała żadnego linku. I to był największy błąd jaki popełniłem. Ale o tym jeszcze za chwilę. Umieszczenie linków w mailach mogło znacznie poprawić te dwie ostatnie liczby.

Po trzecie treść artykułów, które w tym czasie publikowałem. Wiadomo, że po górce musi być spadek. Poprzedni kwartał to czas wdrażania RODO. Wtedy też na blogu znalazł się artykuł na ten temat („Jak wdrożyć RODO na stronie internetowej małej firmy?”), który do dziś bije rekordy popularności. Do tej pory został wyświetlony 66793 razy. Dla porównania, kolejny na liście artykuł pt. „10 wskazówek na nienachalną (i prostszą) sprzedaż” ma tylko 25241 wyświetleń.

Kumulacja tego pierwszego artykułu (o RODO) miała miejsce właśnie w poprzednim kwartale. Więc miało z czego spadać...

Po czwarte spadła liczba wejść z Facebooka. I tu znów błąd, który pojawił się punkcie 2. Nie umieszczałem linków w tych postach, które publikowałem przez 90 dni. Błąd albo nie błąd. Nie chcę być zawsze nachalny i wrzucać wszędzie linków. O wiele bardziej liczy się budowanie społeczności niż zasypywanie linkami. Mogłem jednak zwiększyć częstotliwość wstawiania linków.

Statystyki newslettera

Żeby mieć szersze spojrzenie na całą sytuację, zobacz na statystyki otwarć newslettera przed wyzwaniem (screen poniżej).

A teraz zobacz, jak to wyglądało w trakcie wyzwania (screen poniżej).

Spadek otwarć widać już na pierwszy rzut oka. Przed wyzwaniem było to ponad 20%. W trakcie wyzwania 15-18%. Choć muszę powiedzieć, że zdarzały się też dni, gdzie było to ponad 20% ale też poniżej 15.

Więc porażka?

Okazuje się, że nie do końca. Wiadomo przecież, że nie wszyscy będą otwierać każdego maila. Zresztą sam o to prosiłem Czytelników. Po prostu nie da się tego zrobić dobrze. Co z tego, że przeczytasz tego maila, skoro nic z nim nie zrobisz.

Prosiłem o to, by Czytelnicy czytali wyrywkowo – wtedy kiedy mają na to czas lub np. 1-2 razy w tygodniu, odpuszczając resztę tego co piszę.

Ale mówiłem też o tym, że jeśli ktoś ma czas, to może wrócić do wcześniejszych maili. I tak się rzeczywiście działo. Czytelnicy po czasie wracali do wcześniej otrzymanych maili (o ile ich nie usunęli) i czytali.

Przyjrzyjmy się temu wszystkiemu z bliska, bo diabeł tkwi w szczegółach.

Szczegóły, detale, niuanse

Przeanalizuję teraz z bliska wysłane maile, bo tkwi tam bardzo ważna wiadomość.

90 dni wyzwania trwało od 14 sierpnia 2018 do 10 listopada 2018. Muszę więc wziąć pod uwagę również 90 dni przed wyzwaniem, czyli okres od 17 maja 2018 do 13 sierpnia 2018.

W tamtym okresie poprzedzającym wysłałem dokładnie 18 maili do swoich Czytelników. W trakcie wyzwania było o 89 maili (raz poległem).

Już na tych dwóch liczbach widać, że kontaktowałem się 5 razy częściej niż wcześniej. Dlaczego to takie ważne? Bo mówi się, że potrzeba od 4 do 7 kontaktów (według różnych źródeł) z daną osobą, aby doszło do transakcji. Czyli muszę wysłać od 4 do 7 maili, aby mieć szansę na sprzedaż.

Kiedy wysyłam maila raz w tygodniu, potrzebuję od 4 do 7 tygodni. Kiedy robię to codziennie to sprzedaż może nastąpić nawet w ciągu tygodnia!

Oczywiście nie zawsze tak jest. Byłoby zbyt pięknie :)

Dlaczego tak nie jest? Bo tak jak mówiłem – prosiłem Czytelników o nie otwieranie wszystkich maili. Prosiłem o czytanie raz w tygodniu, więc każdy mógł wybrać sobie swój ulubiony dzień. Siłą rzeczy obniżyłem liczbę kontaktów.

Ale dokładnie tak samo jest z wysyłką cotygodniową. Nawet jeśli wysyłam maile tylko raz w tygodniu to i tak nie wszyscy otwierają te maile co tydzień. Może ktoś otwiera co czwartego maila albo co szóstego? Czyli czyta maila raz na miesiąc albo raz na półtora... To zbyt rzadko, żeby zbudować jakąś ciekawą i angażującą relację.

I tym samym wydłuża się czas do sprzedaży. Bo nadal trzymając się statystyki od 4 do 7 kontaktów, aby doszło do transakcji, potrzebowałbym od 4 do 11 miesięcy!

I to nie są wcale wymysły... Ale o tym za chwilę.

Liczba otwarć i liczba czytających

Wrócę do tych 18 i 89 wysłanych maili. Jak wyglądała liczba otwarć i liczba czytających w tych dwóch terminach.

Jeśli chodzi o okres przed wyzwaniem, czyli od 17 maja 2018 do 13 sierpnia 2018 i 18 wysłanych wtedy wiadomości to łącznie zostały one otwarte 17071 razy.

Natomiast jeśli chodzi o czas wyzwania, czyli od 14 sierpnia 2018 do 10 listopada 2018 i 89 wysłanych wiadomości to łącznie zostały one otwarte 68034 razy.

Co te liczby oznaczają? Znów potwierdzają, że wcale nie straciłem, a wręcz przeciwnie. Pokazałem już, że liczba Czytelników newslettera wzrosła i liczba kontaktów z Czytelnikami też wzrosła.

Co jeszcze to oznacza? Skoro mówiłem o tym, że raz na 4-7 kontaktów możesz zanotować sprzedaż, to co 4-7 maili mogę wysłać ofertę. Dla ułatwienia przyjmijmy, że mogłem to zrobić raz na 10 razy.

Przed wyzwaniem liczba takich kontaktów mogła więc wynieść maksymalnie 1707 razy. Natomiast w trakcie wyzwania aż 6803 razy (4-krotne zwiększenie szans na sprzedaż i o tym za chwilę).

Oczywiście, jak już wspomniałem, popełniłem ogromny błąd. Bo większość maili nie zawierała nawet linku do żadnego artykułu na blogu, nie mówiąc już o ofertach... Nie rób tego samego błędu.

A co z liczbą czytających?

Na screenie poniżej widzisz ile osób na mojej liście nie otworzyło żadnego maila od 14 sierpnia (czyli od rozpoczęcia wyzwania).

Było to dokładnie 1120 osób z całej bazy liczącej 4285 Czytelników. Tak więc 74% Czytelników otworzyło przynajmniej jednego maila. To bardzo dużo. Niestety nie jestem w stanie (albo nie potrafię) wyciągnąć bardziej szczegółowych danych. Nie wiem też (kolejny błąd) jak ten współczynnik wyglądał przed wyzwaniem... Jednak z tych 74% jestem bardzo zadowolony.

Przyzwyczaiłem Czytelników do otwierania maili ode mnie.

Statystyki Facebooka

Pokażę Ci teraz, jak wyglądała sytuacja na Facebooku. Bo tam też codziennie publikowałem nowy post.

Po pierwsze zasięg. Zobacz na screenie poniżej, jak wyglądał zasięg postów na Facebooku w trakcie 90 dni wyzwania i 90 dni przed nim.

Wykres zawiera dane od 18 maja do 10 listopada. Wyraźnie widać na nim granicę przed i w trakcie wyzwania.

Co widać na tym wykresie? Jasno widać, że zasięg organiczny (blady pomarańczowy) wzrósł dzięki codziennym publikacjom. Przed wyzwaniem wykres ledwo odrywa się od zera. Widać piki tylko w dniach, kiedy publikowałem post o nowym artykule na blogu.

Przed wyzwaniem zasięg (w pikach) wynosił od 700 do 1000 osób. W trakcie wyzwania było to od 1200 (w dołkach) do 3500 osób. Czyli nawet w dołkach notowałem większy zasięg niż w pikach przed wyzwaniem.

Na tym wykresie widać też jak jest z zasięgiem płatnym na FB (czyli ciemny pomarańczowy). Budżet był cały czas taki sam. Na nic przekładały się organiczne zasięgi. Dopóki płacisz masz wyniki z płatnej reklamy. Jak nie płacisz, zasięgu brak...

Jednak zasięg to nie wszystko, bo liczą się też reakcje, czyli lajki, komentarze, udostępnienia itd. Poniższy wykres prezentuje właśnie te zjawiska.

Tu też widać wyraźny wzrost. Zresztą jedno bez drugiego nie istnieje. Zasięg zyskuję właśnie temu, że posty notują różnego rodzaju reakcje. A reakcji nie byłoby, gdyby nie częste publikacje, które dają możliwość ich wyrażenia.

I znów. Przecież nie wszystkim spodoba się każdy post. Nie wszyscy przeczytają każdy post. Ale dzięki ich częstotliwości mam szansę dotrzeć do większej liczby osób, dać coś wartościowego do przeczytania i miejsce do zareagowania.

Już teraz wiesz dlaczego FB tnie zasięgi. Mówi się, że organiczny zasięg postów to 10-15% fanpejdża. Czyli jeśli mam 4000 fanów na fanpejdżu to posty trafiają do 400-600 osób. I tak faktycznie jest, jeśli robisz to rzadko. Zwiększając częstotliwość docierasz do większej liczby osób.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz. Tworząc więcej postów na social media czy też więcej maili uczysz się to robić. Uczysz się pisać odpowiednie posty i maile. A dzięki temu są one coraz bardziej skuteczne.

Wiesz, że dużą uwagę przywiązuję do działań w social media i to mimo tego, że sporo osób twierdzi iż Facebook nie sprzedaje a reklamy na FB w ogóle nie działają. FB jeden z filarów mojego działania. O nim oraz o pozostałych czterech, przeczytasz w darmowym ebooku pt. „Jak przestać uganiać się za Klientami i sprawić, aby przychodzili do Ciebie sami”.

Jak przestać uganiać się za Klientami i sprawić, by przychodzili do Ciebie sami

Na blogu poruszam różne tematy, zagadnienia i pomysły na to, by Twoja firma mogła się rozwijać oraz pozyskiwać Klientów, jak choćby w tym artykule.

Jednak oś moich wszystkich działań (i mam nadzieję, że w przyszłości także Twoich), które prowadzą do tego rozwoju oparta jest na 5 punktach.

Te 5 punktów omawiam w krótkim darmowym szkoleniu pt.: "Jak przestać uganiać się za Klientami i sprawić, by przychodzili do Ciebie sami". Szkolenie dostępne jest też w formie PDF (także za darmo). Z tych 5 punktów wychodzą kolejne działania, które opisuję na blogu.

Aby otrzymać dostęp do szkolenia i ebooka, kliknij w link poniżej.

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ

Najlepsze i najgorsze maile

90 dni intensywnych działań mogą dać Ci coś jeszcze. Coś bardzo ważnego. Spory materiał do analizy. Wiem, że analiza, tabelki i liczby to dla większości czarna magia. Ale prawda jest taka, że to właśnie one pomagają w rozumieniu Twoich Klientów.

Zaczynam od analizy maili. Mówiłem już o współczynniku ich otwarć. Niestety nie mogę przeanalizować współczynnika kliknięć, bo linków było w mailach za mało!

Do otwarcia maila skłania oczywiści jego tytuł. Bo przecież treści jeszcze nie widać w programie pocztowym. Przeglądam więc maile, które były najczęściej otwierane a są to:

 

Co my tu mamy? Same interesujące i ciekawe rzeczy. Są to tytuły, które mówią, że wewnątrz pokazuję rozwiązanie jakiegoś specyficznego problemu (jak np. tytuł 2 i 5). Ale są też tytuły, które otwierają pewne klapki w głowie, zachęcając do kliknięcia i przeczytania całości (w tym aż 2 mówiące o moich porażkach; czy nic tak nie cieszy jak ludzkie nieszczęście?).

Przeglądam też maile, które były słabo otwierane, jak np.:

  • Jeszcze słowo o pozyskiwaniu Klientów przez komentarze
  • A może wyzwanie 90 dni bez telefonu?
  • Ankiety mają moc!
  • Czy wykorzystać Halloween do promocji?
  • Racjonalnie czy emocjonalnie?

 

Co z tymi tytułami jest nie tak? Wydaje się, że są tworzone według podobnych zasad jak te, które były chętnie otwierane. Okazuje się, że największym przekleństwem tych maili było to, że wysłałem je w weekend. W weekend nie chcecie czytać moich maili. Jest jednak pewne „ale”, o którym opowiem w kolejnym punkcie. A może w tych tytułach zabrakło elementu zaciekawienia. Odpowiedź podałem już w samym tytule a to spowodowało mniejszą liczbę otwarć.

Co jeszcze mogę przeanalizować? Na przykład o której godzinie moje maile były chętniej otwierane a o której klikane. Dzięki temu wiem, o której lepiej jest je wysyłać.

Jeśli umieszczałbym w mailach linki, wiedziałbym jaka treść lub jakie wezwania do kliknięcia działają lepiej a jakie słabo. A to tylko niektóre sprawy, jakie mogę analizować.

Najlepsze i najgorsze posty na Facebooku

Podobnie jak z mailami, mogę też przeanalizować skuteczność poszczególnych postów na FB. Mogę sprawdzić, który post miał największy (lub najmniejszy) zasięg ale też ile zanotował kliknięć oraz reakcji. Po co mi to? Po to, by móc wykorzystać ten sam post w przyszłości lub tworząc na jego bazie coś nowego.

Jak więc w trakcie ostatnich 90 dni wyglądały najbardziej skuteczne posty na FB (tylko organiczne)?

Jeden z najskuteczniejszych postów to ten, w którym prosiłem o udział w ankiecie. Wyglądał on jak na screenie poniżej (widzisz tam też jego statystyki).

Przede wszystkim przyciągnęła forma zabawy ale też obrazek jaki stworzyłem. Było humorystycznie. Poza tym post został opublikowany kilka minut przed emisją odcinka „Milionerów” w TV. Być może to też miało jakiś wpływ.

Wiem, że Facebook ma swój mechanizm pozwalający na przeprowadzanie sond. Jednak nie przyciąga on aż tak bardzo jak posty tego typu, które stworzyłem.

Zasięg posta to 4744 osób (dużo więcej niż liczba fanów na FB w momencie jego publikacji) oraz 43 reakcje (w tym 30 komentarzy). Właśnie na komentarzach zależało mi najbardziej. Niewiele osób chce wypełniać ankiety. Tutaj mogłem dowiedzieć się czegoś od Czytelników.

Kolejny post, który zdobył duże zainteresowanie to ten, który widzisz na screenie poniżej.

Wyrzuciłem w nim co leży mi na wątrobie. Post był prosto z serca. Wszystkie staram się tak pisać, ale jak sam wiesz: raz wychodzi to lepiej a raz gorzej. Dałem w nim też garść ciekawych porad. Myślę, że to też dało efekt.

Post dotarł do 3521 osób i uzyskał 63 reakcje (szczegóły na screenie). Wszystko to organicznie, czyli bez żadnej reklamy.

Ale najlepsze jest to, że ten post został opublikowany w sobotę. W weekend, czyli wtedy kiedy moje maile nie były czytane. Zresztą to się powielało. Sporo postów, które publikowane były w weekend cieszyło się dużym zainteresowaniem.

Mogłem więc to uzupełniać wzajemnie. W tygodniu lepiej działały maile, w weekend social media. Ale tak jest w mojej branży. Właśnie dzięki temu, że publikowałem codziennie, mogłem sprawdzić, który dzień jest najlepszy. Jak jest u Ciebie – tego nie wiem. Musisz to sprawdzić :)

A jaki był najsłabszy post na Facebooku? Na przykład ten o strategii wyjścia, który widzisz poniżej.

Zanotował 1434 odbiorców i 7 lajków. Został opublikowany 28 września, czyli w piątek. Nie sądzę jednak, żeby to dzień tygodnia miał znaczenie.

Niestety prawdą jest, że był to post bardzo wartościowy ale jednocześnie trudny. A mało kto lubi się trudzić. Niestety posty takiego rodzaju nie tylko słabo działają na FB ale też na blogu. Kiedy publikuję trudniejszy artykuł, taki który wymaga większej liczby działań niż tylko wyklikania czegoś krok po kroku to nie cieszy się on dużym zainteresowaniem. A szkoda...

A co z YouTube?

Ale był też YouTube. Jednym z moich postanowień przed multi-wyzwaniem było regularne publikowanie na tej platformie. Plan został zrealizowany. To znaczy od momentu podjęcia wyzwania, regularnie publikuję jedno video w tygodniu. Mało czy dużo? Na tyle mnie teraz stać. Na tyle mam czasu.

Jak już pokazywałem w statystykach na początku tekstu, kanał na YT zanotował znaczny wzrost (o ponad 70%, jeśli chodzi o subskrybentów).

Opublikowałem 13 nagrań instruktażowych, czyli takich, w których pokazuję jak coś zrobić krok po kroku. Bo w takich materiałach czuję się najlepiej. I takie też są najchętniej odbierane przez Oglądających :)

Opublikowałem też 2 odcinki podcastu. Mało jak na 3 miesiące. Ale moim założeniem było publikowanie podcastu raz w miesiącu (przynajmniej w tej chwili). I to się udaje.

Zresztą, nowy odcinek już niebawem i serdecznie Cię na niego zapraszam. A jeśli jeszcze nie subskrybujesz kanału, to kliknij TUTAJ, aby się tam przenieść.

A na screenie poniżej widzisz, jak wyglądały statystyki z okresu ostatnich 90 dni (czyli czas wyzwania) oraz 90 dni przed wyzwaniem.

Niebieska linia (i liczba u góry) to okres wyzwania, a liczba na dole i pomarańczowy wykres to czas przed wyzwaniem. Różnica jest widoczna gołym okiem, więc nie ma tu co komentować. Regularność jest kluczowa.

Wszystkie liczby urosły, nawet negatywnych opinii (choć to akurat najmniej). Ale te negatywne opinie są ważne. To znaczy, że jest normalnie. Gdyby brakowało hejterów lub osób, którym się nie podoba to dopiero byłoby dziwnie!

Klienci! Powiedz ilu było z tego Klientów!

Jak się pewnie domyślasz tak intensywne działania musiały mieć wpływ na to ilu Klientów się pojawiło. Nie mylisz się. To wszystko miało wpływ. Natomiast po wcześniejszych doświadczeniach (m.in. po wcześniejszym wyzwaniu 90 dni), wiem że te wyniki, które już się pokazały to mały pikuś w porównaniu z tym, co dopiero będzie.

Dlaczego? Bo to tak jak z kulą śnieżną. Teraz zrobiłem małą kuleczkę ale za chwilę będzie się ona toczyć i toczyć, nabierając coraz większych rozmiarów w coraz krótszym czasie. Jednak o tym poinformuję Cię w jednym z kolejnych artykułów.

Policzmy teraz Klientów.

W okresie wyzwania, czyli od 14 sierpnia 2018 do 10 listopada 2018, pojawiło się 59 nowych Klientów. Ale to tylko nowe osoby, bo oczywiście „starszy” Klienci nadal wracali.

Natomiast w okresie przed wyzwaniem było to 68 nowych Klientów. W tej statystyce zaliczyłem więc niewielki spadek. Ale wspomniałem Ci już o kuli śnieżnej.

Ciekawsze są jednak statystyki sprzedaży wygenerowane bezpośrednio za pomocą wysyłanych maili.

Jak już wiele razy wspomniałem, nie lubię być nachalny więc ofert w mailach nie ma zbyt dużo. Odszukałem jednak, zarówno w okresie przed wyzwaniem jak i w jego trakcie po jednym mailu, w którym zachęcałem do zakupu.

Okazuje się, że mail, który wysłałem w trakcie wyzwania (i nie był on wysłany w trakcie żadnej większej mojej kampanii), wygenerował 6 (słownie: sześć) razy więcej sprzedaży niż mail, który wysłałem przed okresem wyzwania. I tutaj zadziałała ta magiczna liczba kontaktów, która ma prowadzić do sprzedaży (4-7 kontaktów zanim nastąpi transakcja), o której wspominałem już wyżej.

Największe błędy

Jak się domyślasz, nie ustrzegłem się błędów. Zresztą o tym największym już nawet wspomniałem. Błędy są nieuniknione przy tak dużej liczbie działań. Ale lepiej popełniać je przez 90 dni i wyciągnąć wnioski niż błądzić przez lata...

Pierwszy błąd to wspomniany już brak linków. Przyzwyczaiłem Czytelników do otwierania moich maili ale nie przyzwyczaiłem do klikania w linki. To znaczy współczynnik kliknięć nie spadł. Przed wyzwaniem wynosił on od 5 do 10%. W trakcie wyzwania było podobnie.

Natomiast nie zrobiłem nic, żeby ten współczynnik zwiększyć. Bo gdybym tylko umieszczał ciekawe linki w treści maili, miałbym na to szanse. Przez co w momencie, kiedy wysyłam ofertę również więcej osób chciałoby (z przyzwyczajenia) w taki link kliknąć.

Po drugie przez długi czas publikowałem to samo na FB. To znaczy treść maila była dokładnie taka sama jak treść posta na FB tego samego dnia.

Przez ten błąd nie dawałem sobie szansy. Wystarczyło tylko stworzyć dwa oddzielne teksty i każdy z nich wysłać do odpowiedniej grupy. Wysyłając do obydwu grup to samo (a osoby w tych grupach przecież się powtarzają) nie dawałem powodu do tego, żeby czytać moje teksty i na FB, i na mailu.

Sam, na własne życzenie obniżyłem sobie współczynnik otwarć i zasięg na FB.

Stworzenie dwóch dobrych tekstów jednego dnia jest trudne. Zacząłem to robić dopiero w ostatnich tygodniach wyzwania. Jednak nie było takie straszne...

To dwa największe błędy. Pojawiło się też sporo małych, które zresztą można wywnioskować z całego tekstu. Ten artykuł jest już i tak dość długi (i nie chcę go już bardziej rozbudowywać). Jeśli tu jesteś to brawo!

Co mi to wszystko dało i da w przyszłości?

Nie ma co ukrywać, pracy było sporo, ale też efekty są bardzo dobre. A jak już wspomniałem (kula śnieżna) do mi to też efekty w przyszłości.

Oczywiście dalej będę robił to dalej. Nie wyobrażam sobie, żeby tych maili mogło zabraknąć. Zresztą od Czytelników dostaję sygnały, że czekają codziennie na maila.

Do tego stopnia, że jedna z czytelniczek napisała do mnie, kiedy nagle jeden z maili trafił jej do spamu, zmartwiona czy coś mi się stało i czy dostanie kolejne maile :)

Jeden z Czytelników zaczął pisać też regularnie do mnie, podpytując o swoje rozterki ale też pisząc jak idzie rozwój jego pomysłu.

Oczywiście maili zwrotnych było o wiele więcej. Wszystkie przeczytałem (niestety nie na wszystkie byłem w stanie odpowiedzieć).

Dziękuję za to!

Już mówiłem o tym, że mogę wykorzystać zgromadzone dane. To pierwsza rzecz. Ale przecież dotarłem do określonej liczby osób. I mogę dotrzeć po raz kolejny.

Mogę to zrobić na 2 sposoby. Po pierwsze przez maila. Dopóki dany Czytelnik się nie wypisze, mogę wysyłać do niego maile. Wracam więc i przypominam się. Zwiększa się liczba kontaktów oraz Klientów.

Po drugie przez remarketing. Wygenerowany zasięg na FB to konkretne osoby, do których dotarły moje posty. Mogę przypomnieć się każdej z tych osób, tworząc reklamę w remarketingu. A takie reklamy na Facebooku są tymi, które działają najlepiej i dają najlepsze rezultaty.

Jeśli jesteś już tutaj i artykuł się Tobie podobał, dostarczył wielu ważnych i przydatnych informacji, to proszę udostępnij go dalej. Sporo się przy nim napracowałem, więc będę szczerze wdzięczny za wszystkie udostępnienia, reakcje i komentarze. Na te ostatnie na pewno odpowiem każdemu.

Przeczytaj także:

 

Zdjęcie: Pixabay

 

Mam dla Ciebie coś jeszcze :)

Już teraz dołącz do nowego darmowego szkolenia i pobierz ebooka "Jak przestać uganiać się za Klientami i sprawić, by przychodzili do Ciebie sami".

 
Dostęp jest za darmo. Podaj tylko swój adres email:

Paweł Kępa

   

Copyright © Mała Wiejska Firma. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki oraz akceptujesz Politykę Prywatności i politykę cookies.